Nadal trwa najbardziej szalony, stresujący i szczęśliwy tydzień mojego życia. Zdałam egzamin na prawo jazdy, zostałam magistrem na pięć, a dziś popołudniu się przeprowadzam. W ferworze pakowania (miałam niezłą wymówkę, by choć na chwilę wymigać się od pracy) wrzucam szybkiego posta o tym, czym będę teraz świętować sukcesy.
Nalewka na bazie zielonej herbaty, prosta w przygotowaniu, jesienna w smakach i aromatach. Rozgrzewająca ale o orzeźwiającej nucie.
Składniki;
2 łyżki liściastej zielonej herbaty (moja była cytrynowa)
szklanka wody
1 twarde, najlepiej lekko kwaśne jabłko
skórka z połowy cytryny
1 szklanka soku z zielonych winogron (może być z kartonu, bądź ze świeżych owoców)*
1/2 l wódki
goździki, wanilia, cynamon, cukier do smaku - opcjonalnie
Herbatę zalewamy gorącą wodą i zaparzamy 10 min. Przecedzamy liście i studzimy. Przelewamy do słoja. Jabłko kroimy na cztery części i usuwamy gniazda nasienne. Ścieramy skórkę z cytryny, można w jednym wijącym się pasku. Do słoja dolewamy sok z winogron i wódkę. Następnie wrzucamy cząstki jabłka i skórkę z cytryny. Do smaku dodajemy 4-5 goździków, odrobinę cynamonu i ziarenka z połowy laski wanilii. Dosładzamy wedle uznania 3-5 łyżek cukru. Odkładamy na 2-3 tygodnie, a następnie filtrujemy i rozlewamy do butelek.
* pół kilograma owoców białych ogrodowych winogron myjemy, oddzielamy od kiści. Wrzucamy do rondelka z grubym dnem, gotujemy ok 5 min, aż puszczą sok. Przecieramy przez sito, kładziemy jeszcze raz na małym ogniu i dosładzamy do smaku - w zależności od kwaśności winogron (ja dodałam 2 łyżki).
sobota, 28 września 2013
czwartek, 26 września 2013
Nalewka winogronowa.
Szukam coraz to nowych możliwości przemiany ciemnych, ogrodowych winogron. Był już dżem, dżemowa galaretka, przyszedł czas na coś wyłącznie dla dorosłych. Jako, że opcja wina całkowicie odpadała (nigdy nie piłam dobrego, domowego wina - możliwe, że miałam pecha), postanowiłam zrobić coś dużo prostszego. Nalewka winogronowa jest bardzo orzeźwiająca, lekko kwaskowata, nie bardzo mocna, lecz wciąż rozgrzewająca. Polecam.
Składniki:
70 dag słodkich, ciemnych winogron obranych z kiści
15 dag cukru trzcinowego
0,7 l wódki
opcjonalnie - kardamon do smaku
Winogrona myjemy, lekko rozgniatamy i wrzucamy do dużego słoja. Zasypujemy cukrem (można w tym momencie dodać kardamon ok. pół łyżeczki). Zamykamy wieczko i zostawiamy na 24 godziny. Od czasu do czasu możemy wstrząsnąć naszym słoikiem, by cukier łatwiej się rozpuszczał. Winogrona w tym czasie wypuszczą sporo soku. Następnie dolewamy do owoców alkohol. Całość odstawiamy na 1-1,5 miesiąca, a co jakiś czas potrząsamy, by lepiej nam się wszystko mieszało. Po tym czasie filtrujemy (najlepiej dwukrotnie) i przelewamy do butelek. Można pić od razu, lecz nalewka najlepiej będzie smakowała, jeśli przeleży jeszcze 2-3 tygodnie, a smaki ostatecznie się wyostrzą i przegryzą.
Składniki:
70 dag słodkich, ciemnych winogron obranych z kiści
15 dag cukru trzcinowego
0,7 l wódki
opcjonalnie - kardamon do smaku
Winogrona myjemy, lekko rozgniatamy i wrzucamy do dużego słoja. Zasypujemy cukrem (można w tym momencie dodać kardamon ok. pół łyżeczki). Zamykamy wieczko i zostawiamy na 24 godziny. Od czasu do czasu możemy wstrząsnąć naszym słoikiem, by cukier łatwiej się rozpuszczał. Winogrona w tym czasie wypuszczą sporo soku. Następnie dolewamy do owoców alkohol. Całość odstawiamy na 1-1,5 miesiąca, a co jakiś czas potrząsamy, by lepiej nam się wszystko mieszało. Po tym czasie filtrujemy (najlepiej dwukrotnie) i przelewamy do butelek. Można pić od razu, lecz nalewka najlepiej będzie smakowała, jeśli przeleży jeszcze 2-3 tygodnie, a smaki ostatecznie się wyostrzą i przegryzą.
środa, 25 września 2013
Papryka konserwowa z dodatkiem miodu.
Ten tydzień jest naprawdę szalony, przygotowuję się do piątkowej obrony pracy magisterskiej, dzisiaj udało mi się zdać egzamin na prawo jazdy (ufff, to była najbardziej stresująca rzecz w moim życiu!).
Ale to nic, wracajmy do tematu, bo dzisiaj zajmujemy się papryką.
Zawartość miodu w zalewie sprawia, że papryka jest łagodniejsza, odrobinę słodsza, a całość zaskakuje smakami. Przepis wyciągnięty z maminego notesika, który mimo upływu lat, nadal służy dobrą radą.
Ale to nic, wracajmy do tematu, bo dzisiaj zajmujemy się papryką.
Zawartość miodu w zalewie sprawia, że papryka jest łagodniejsza, odrobinę słodsza, a całość zaskakuje smakami. Przepis wyciągnięty z maminego notesika, który mimo upływu lat, nadal służy dobrą radą.
W normalnych warunkach, zawsze kroję paprykę w paski i dopiero wtedy wkładam do słoików, w tym roku wpadłam w posiadanie maluśkich zielonych papryczek z ogrodu rodziców, postanowiłam włożyć je w całości, wydrylowane jedynie z pestek. Przez to właśnie, ilość zalewy do moich weków prawie uległa podwojeniu. W normalnych warunkach sprawdza się poniższe zestawienie.
Składniki na około 5-6 900 ml słoiczków:
Zalewa:
2,5 kg papryki, dowolnego koloru, bądź wymieszane
1,5 litra wody
300 ml octu spirytusowego 10%
2 łyżki miodu
3/4 szklanki cukru
łyżka soli
2 łyżki oliwy, bądź oleju
Dodatkowo do każdego słoiczka:
5 ziarenek pieprzu
2 kulki ziela angielskiego
1 większy liść laurowy
parę ziarenek białej gorczycy
Papryki myjemy, pozbywamy się nasion i ogonków na górze. Standardowe, duże papryki kroimy w paski, o grubości, która najbardziej nam odpowiada. Małych, takie jak te moje nie musimy, jednak wtedy trzeba się liczyć, że w słoiku mniej nam się zmieści.
Oprawioną paprykę wkładamy do wyparzonych wcześniej słoiczków. Dokładamy do nich bezpośrednio pieprz, ziele angielskie, liść laurowy i gorczycę.
Do garnka wlewamy wodę i ocet, stawiamy na średnim ogniu. Następnie dodajemy miód, cukier, sól, oliwę. Doprowadzamy do wrzenia i zalewę przelewamy do wypełnionych papryką słoiczków.
Zakręcamy je dobrze i pasteryzujemy przez 3-5 min
Papryki myjemy, pozbywamy się nasion i ogonków na górze. Standardowe, duże papryki kroimy w paski, o grubości, która najbardziej nam odpowiada. Małych, takie jak te moje nie musimy, jednak wtedy trzeba się liczyć, że w słoiku mniej nam się zmieści.
Oprawioną paprykę wkładamy do wyparzonych wcześniej słoiczków. Dokładamy do nich bezpośrednio pieprz, ziele angielskie, liść laurowy i gorczycę.
Do garnka wlewamy wodę i ocet, stawiamy na średnim ogniu. Następnie dodajemy miód, cukier, sól, oliwę. Doprowadzamy do wrzenia i zalewę przelewamy do wypełnionych papryką słoiczków.
Zakręcamy je dobrze i pasteryzujemy przez 3-5 min
wtorek, 24 września 2013
Pomarańczowy sos żurawinowy.
Koniecznie chciałam ze swojej żurawiny zrobić taki typowy, amerykański sos żurawinowy. Jako, że się wkrótce przeprowadzam, najłatwiej było mi go zawekować. Nie trzeba jednak tego robić, sos bardzo długo można trzymać po prostu w lodówce, bądź zamrażarce. Wspaniale nadawać się będzie do mięs, serów. Przepis, którym się posiłkowałam w oryginale wg Marthy Stewart znajdziecie tutaj. Wybrałam właśnie ten sos, z dodatkiem pomarańczy, gdyż moim zdaniem żurawina i pomarańcza to związek idealny!
Mój sos wyszedł bardzo gęsty, taki właśnie chciałam uzyskać, by później móc go podgrzać i wymieszać jeszcze dodatkowo z sokiem pomarańczowym. Całość nabierze wtedy tej świeżości wyciskanego przed chwilą soku.
Składniki:
650 g świeżej, bądź mrożonej żurawiny
skórka starta z połowy pomarańczy
1 szklanka soku pomarańczowego (najlepiej świeżo wyciskanego)
1 i 1/2 szklanka cukru (może być trzcinowy, ale kolor wyjdzie wtedy mniej intensywny)
sól morska i pieprz do smaku (od 1/2 do całej płaskiej łyżeczki - w zależności od gustu i preferencji)
Dodatkowo:
1 szklanka soku pomarańczowego (najlepiej świeżo wyciskanego)
W garnku o grubym dnie mieszamy żurawinę, skórkę z pomarańczy, sok pomarańczowy i cukier. Przyprawiamy następnie i doprowadzamy do wrzenia. Gotujemy ok 25-30 min. Całość powinna nam się mocno zredukować i zgęstnieć. Kiedy to nastąpiło ja zamknęłam sos w słoiczkach, mocno je zakręcając i stawiając do góry dnem. Można jednak wymieszać gorący sos z sokiem pomarańczowym. Wtedy uzyskamy jego prawidłową konsystencję. Trzymamy niezawekowany sos w lodówce, bądź zamrażarce. Przed podaniem należy jednak doprowadzić go przynajmniej do temperatury pokojowej. Wspaniale też będzie smakował na ciepło. :)
poniedziałek, 23 września 2013
Pikantny dżem żurawinowy.
Z zebranych przeze mnie żurawin, większość przygotowałam wg babcinego przepisu. Zostawiłam sobie jednak kilogram, by móc trochę poeksperymentować. Żałuje, że tylko tyle, bo możliwości są niezliczone.
Zrobiłam sos żurawinowy, wg Marthy Stewart (o tym już wkrótce) oraz rozgrzewający, lekko korzenny dżem żurawinowy. Wspaniale nada się jako dodatek do mięs, serów, na kanapki czy do słodzenia herbaty.
Już wyobrażam sobie, jak w zimowy, mroźny wieczór zajadam się tym dżemikiem, nie wiem tylko czy to realne. Wątpię, by doczekał tak dalekiego okresu.
Składniki na 2 małe słoiczki:
350 g żurawiny mrożonej bądź świeżej
1,5 szklanki soku pomarańczowego
1 pomarańcza wraz ze skórką
opcjonalnie można dodać miąższ z pigwy
1- 1,5 szklanki cukru
przyprawy: chilli w proszku, imbir, gałka muszkatołowa, kardamon (po ok 1/2 łyżeczki, można dać mniej lub więcej, do smaku)
Żurawinę przebraną i umytą wrzucamy do garnka z grubym dnem. Zalewamy sokiem pomarańczowym, dodajemy przyprawy i czekamy, aż owoce pod wpływem temperatury zaczną pękać. Wydają wtedy charakterystyczny odgłos. Ścieramy na tarce skórkę z pomarańczy, sam miąższ wydobywamy spod białych błonek (są one gorzkie, więc lepiej się ich pozbyć) i kroimy, bądź rwiemy na kawałeczki. Pigwę obieramy i pozbywamy się gniazd nasiennych. Kroimy w małą kosteczkę. Owoce i skórkę z pomarańczy dodajemy do garnka i przysmażamy ok 10 min. Po tym czasie dodajemy cukier. Trzymamy na małym gazie, często mieszając, aż nie otrzymamy odpowiedniej dla nas konsystencji i zgęstnienia (mi zajęło to ok 40 min).
Następnie na gorąco wkładamy do słoiczków i zakręcamy. Stawiamy do góry dnem. Bądź pasteryzujemy jeszcze ok 15 min.
Zrobiłam sos żurawinowy, wg Marthy Stewart (o tym już wkrótce) oraz rozgrzewający, lekko korzenny dżem żurawinowy. Wspaniale nada się jako dodatek do mięs, serów, na kanapki czy do słodzenia herbaty.
Już wyobrażam sobie, jak w zimowy, mroźny wieczór zajadam się tym dżemikiem, nie wiem tylko czy to realne. Wątpię, by doczekał tak dalekiego okresu.
Składniki na 2 małe słoiczki:
350 g żurawiny mrożonej bądź świeżej
1,5 szklanki soku pomarańczowego
1 pomarańcza wraz ze skórką
opcjonalnie można dodać miąższ z pigwy
1- 1,5 szklanki cukru
przyprawy: chilli w proszku, imbir, gałka muszkatołowa, kardamon (po ok 1/2 łyżeczki, można dać mniej lub więcej, do smaku)
Żurawinę przebraną i umytą wrzucamy do garnka z grubym dnem. Zalewamy sokiem pomarańczowym, dodajemy przyprawy i czekamy, aż owoce pod wpływem temperatury zaczną pękać. Wydają wtedy charakterystyczny odgłos. Ścieramy na tarce skórkę z pomarańczy, sam miąższ wydobywamy spod białych błonek (są one gorzkie, więc lepiej się ich pozbyć) i kroimy, bądź rwiemy na kawałeczki. Pigwę obieramy i pozbywamy się gniazd nasiennych. Kroimy w małą kosteczkę. Owoce i skórkę z pomarańczy dodajemy do garnka i przysmażamy ok 10 min. Po tym czasie dodajemy cukier. Trzymamy na małym gazie, często mieszając, aż nie otrzymamy odpowiedniej dla nas konsystencji i zgęstnienia (mi zajęło to ok 40 min).
Następnie na gorąco wkładamy do słoiczków i zakręcamy. Stawiamy do góry dnem. Bądź pasteryzujemy jeszcze ok 15 min.
niedziela, 22 września 2013
Czekoladowy dżem malinowo-borówkowy.
Niestety i maliny i borówki powoli się kończą, z ostatków pozostałych na krzaczkach, chciałam zrobić coś specjalnego. Do miksu tych owoców dodałam więc białej czekolady. Efekt rewelacyjny. Nadaje ona słodyczy, a przede wszystkim zmienia fakturę dżemu, staje się on bardziej kremowy. Kwaskowaty, nie przesłodzony, z nutką wanilii. Koniecznie trzeba dodać lepszą gatunkowo czekoladę. Te tańsze mogą sprawić, że wyczuwalny będzie taki lekki proszkowy posmak (nie wiem jak dokładnie to wyjaśnić).
Samo przyrządzenie banalne, jedyne utrudnienie to fakt, że najlepiej przetrzeć wszystko przez sito, by pozbyć się pestek. Jeszcze jeden minus, znika błyskawicznie. :)
Składniki na 2 słoiczki ok. 300 ml:
1 kg owoców - malin i borówek (dobrze smakować będzie też z jednym z tych owoców) - u mnie 600 g malin i 400 g borówek
3/4 szklanki cukru - można więcej, bądź mniej, wg. preferencji
100 g białej czekolady
ziarenka z jednej laski wanilii - opcjonalnie
Owoce myjemy i wrzucamy do garnka z grubszym dnem. Stawiamy na średnim ogniu i mieszając czekamy, aż owoce puszczą sok. Gotujemy tak ok 10 min. Po tym czasie przecieramy zawartość garnka przez sito. Pozbawione pestek puree znów stawiamy na ogień. Dodajemy cukier i wanilię. Gotujemy ok 15 - 20 min, by całość zgęstniała. Po tym czasie dodajemy połamaną w kosteczki czekoladę i mieszamy, do połączenia z pozostałymi składnikami. Gotujemy jeszcze 5 - 10 min (bądź dłużej jeśli wciąż nie będzie zbyt gęste).
Na gorąco przekładamy do słoiczków, zakręcamy i stawiamy do góry dnem. Bądź pasteryzujemy 15 min.
Smacznego!
Samo przyrządzenie banalne, jedyne utrudnienie to fakt, że najlepiej przetrzeć wszystko przez sito, by pozbyć się pestek. Jeszcze jeden minus, znika błyskawicznie. :)
Składniki na 2 słoiczki ok. 300 ml:
1 kg owoców - malin i borówek (dobrze smakować będzie też z jednym z tych owoców) - u mnie 600 g malin i 400 g borówek
3/4 szklanki cukru - można więcej, bądź mniej, wg. preferencji
100 g białej czekolady
ziarenka z jednej laski wanilii - opcjonalnie
Owoce myjemy i wrzucamy do garnka z grubszym dnem. Stawiamy na średnim ogniu i mieszając czekamy, aż owoce puszczą sok. Gotujemy tak ok 10 min. Po tym czasie przecieramy zawartość garnka przez sito. Pozbawione pestek puree znów stawiamy na ogień. Dodajemy cukier i wanilię. Gotujemy ok 15 - 20 min, by całość zgęstniała. Po tym czasie dodajemy połamaną w kosteczki czekoladę i mieszamy, do połączenia z pozostałymi składnikami. Gotujemy jeszcze 5 - 10 min (bądź dłużej jeśli wciąż nie będzie zbyt gęste).
Na gorąco przekładamy do słoiczków, zakręcamy i stawiamy do góry dnem. Bądź pasteryzujemy 15 min.
Smacznego!
sobota, 21 września 2013
Pumpkin pie, czyli amerykańskie ciasto dyniowe.
Tradycyjne dyniowe ciasto, robione na Święto Dziękczynienia czy Halloween. Kruchy spód i wspaniałe dyniowo - korzenne nadzienie. Podawane z bitą śmietaną smakuje rewelacyjnie. Bardzo delikatne, rozpływające się w ustach, jesienne smaki połączone ze świątecznymi aromatami cynamonu, imbiru, goździków.
Sama dynia jest w Stanach Zjednoczonych uważana za symbol żniw i zbiorów, nic dziwnego skoro jest rośliną autochtoniczną, o ok. dziesięciotysięcznej historii.
Ciasta z niej trwale zapisały się też w popkulturze, obecne są w piosenkach, wierszach i filmach.
Skoro Amerykanie za nim szaleją, a ktoś nie wybiera się akurat na drugi kontynent, najlepiej przekonać się o co z nim chodzi i skosztować u siebie w domu.
Kruchy spód (Pâte Brisée) na formę do tary ok. 25 cm:
1 i 1/4 szklanki mąki pszennej
200 g zimnego masła
1 i 1/2 łyżeczki cukru (może być cukier z prawdziwą wanilią)
szczypta soli
3 - 4 łyżki zimnej wody
Mąkę wsypujemy do dużej misy. Masło kroimy w kosteczki i dorzucamy do mąki, następnie wsypujemy cukier, sól i wodę. Ugniatamy wszystko bardzo dokładnie, by masło dobrze połączyło się z resztą składników. Ciasto ma być lekko lepiące. Owijamy je folią spożywczą i wkładamy do lodówki przynajmniej na godzinę.
Dyniowe wypełnienie:
2 szklanki dyniowego puree *
1 i 1/2 szklanki śmietany kremówki
1/2 szklanki ciemnego, bądź jasnego cukru trzcinowego (jeśli użyjemy jasnego, kolor będzie bardziej pomarańczowy)
1/3 szklanki białego cukru
2 jajka i żółtko trzeciego
1/2 łyżeczki soli
2 łyżeczki cynamonu
1 łyżeczka imbiru w proszku
1/4 łyżeczki zmielonych goździków
1/4 łyżeczki zmielonego kardamony
1/4 łyżeczki startej gałki muszkatołowej
1/2 łyżeczki skórki z cytryny
Do dużej misy wrzucamy cukry, sól, przyprawy, skórkę z cytryny i jajka ( z dodatkowym żółtkiem), chwilę miksujemy. Następnie dodajemy dyniowe puree i mieszamy łyżką do połączenia składników, kiedy to nastąpi dodajemy śmietanę kremówkę i jeszcze raz mieszamy, do uzyskania jednolitej masy.
Piekarnik nastawiamy na 200 stopni.
Wyciągamy ciasto z lodówki i wałkujemy, ciasto będzie się kleić nadal, podsypujemy więc porządnie mąką. Przekładamy do formy od tarty, nakłuwamy widelcem, bądź kładziemy na wierzch obciążniki (na papierze do pieczenia wyłożonym na górze ciasta możemy wysypać fasolki typu Jaś, czy ryż albo ceramiczne kulki, specjalnie do tego stworzone). Pieczemy przez 15 min.
Kiedy spód nam się podpiecze, wyciągamy z piekarnika i nakładamy naszą dyniową miksturę. Pieczemy całość w dwóch etapach. Najpierw 15 min w temperaturze 200 stopni, później zmniejszamy do 170 i pieczemy od 40-50 min. Sprawdzamy gotowość ciasta wbijając końcówkę noża w okolice jego środka, po wyciągnięciu nóż ma być czysty.
Odstawiamy do ostygnięcia, najlepiej na ok. 2 godziny.
Dodatkowo:
200 g serka mascarpone
200 ml śmietany kremówki
1 i 1/2 łyżki cukru pudru
opcjonalnie - cynamon do oprószenia
Serek i śmietanę wlewamy do misy i ubijamy na sztywno, pod koniec dodajemy cukier puder.
Na chłodne ciasto nakładamy krem i wyrównujemy szpatułką. Opcjonalnie dekorujemy prósząc cynamonem.
* Puree dyniowego można użyć gotowego z puszki (tak mówi przepis, nie wiem jednak czy coś takiego jest w Polsce dostępne), bądź ze świeżej dyni. W tym drugim przypadku najlepiej zaopatrzyć się w małą dynię, przekroić ją w pół, pozbawić pestek i wrzucić na blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia na 1- 1,5 godziny do piekarnika nastawionego na 170 stopni. Kładziemy ją przekrojoną częścią na papier. Sprawdzamy ją tak jak ziemniaki, czy widelec, bądź nóż wchodzi bez problemu. Po ostygnięciu, drążymy łyżką miąższ i wrzucamy do miski, blendujemy i puree gotowe. :)
Przepisy na kruche ciasto i dyniowe nadzienie podejrzałam na tych stronach.
A tak wyglądały zabiegi z dynią od kuchni:)
Sama dynia jest w Stanach Zjednoczonych uważana za symbol żniw i zbiorów, nic dziwnego skoro jest rośliną autochtoniczną, o ok. dziesięciotysięcznej historii.
Ciasta z niej trwale zapisały się też w popkulturze, obecne są w piosenkach, wierszach i filmach.
Skoro Amerykanie za nim szaleją, a ktoś nie wybiera się akurat na drugi kontynent, najlepiej przekonać się o co z nim chodzi i skosztować u siebie w domu.
Kruchy spód (Pâte Brisée) na formę do tary ok. 25 cm:
1 i 1/4 szklanki mąki pszennej
200 g zimnego masła
1 i 1/2 łyżeczki cukru (może być cukier z prawdziwą wanilią)
szczypta soli
3 - 4 łyżki zimnej wody
Mąkę wsypujemy do dużej misy. Masło kroimy w kosteczki i dorzucamy do mąki, następnie wsypujemy cukier, sól i wodę. Ugniatamy wszystko bardzo dokładnie, by masło dobrze połączyło się z resztą składników. Ciasto ma być lekko lepiące. Owijamy je folią spożywczą i wkładamy do lodówki przynajmniej na godzinę.
Dyniowe wypełnienie:
2 szklanki dyniowego puree *
1 i 1/2 szklanki śmietany kremówki
1/2 szklanki ciemnego, bądź jasnego cukru trzcinowego (jeśli użyjemy jasnego, kolor będzie bardziej pomarańczowy)
1/3 szklanki białego cukru
2 jajka i żółtko trzeciego
1/2 łyżeczki soli
2 łyżeczki cynamonu
1 łyżeczka imbiru w proszku
1/4 łyżeczki zmielonych goździków
1/4 łyżeczki zmielonego kardamony
1/4 łyżeczki startej gałki muszkatołowej
1/2 łyżeczki skórki z cytryny
Do dużej misy wrzucamy cukry, sól, przyprawy, skórkę z cytryny i jajka ( z dodatkowym żółtkiem), chwilę miksujemy. Następnie dodajemy dyniowe puree i mieszamy łyżką do połączenia składników, kiedy to nastąpi dodajemy śmietanę kremówkę i jeszcze raz mieszamy, do uzyskania jednolitej masy.
Piekarnik nastawiamy na 200 stopni.
Wyciągamy ciasto z lodówki i wałkujemy, ciasto będzie się kleić nadal, podsypujemy więc porządnie mąką. Przekładamy do formy od tarty, nakłuwamy widelcem, bądź kładziemy na wierzch obciążniki (na papierze do pieczenia wyłożonym na górze ciasta możemy wysypać fasolki typu Jaś, czy ryż albo ceramiczne kulki, specjalnie do tego stworzone). Pieczemy przez 15 min.
Kiedy spód nam się podpiecze, wyciągamy z piekarnika i nakładamy naszą dyniową miksturę. Pieczemy całość w dwóch etapach. Najpierw 15 min w temperaturze 200 stopni, później zmniejszamy do 170 i pieczemy od 40-50 min. Sprawdzamy gotowość ciasta wbijając końcówkę noża w okolice jego środka, po wyciągnięciu nóż ma być czysty.
Odstawiamy do ostygnięcia, najlepiej na ok. 2 godziny.
Dodatkowo:
200 g serka mascarpone
200 ml śmietany kremówki
1 i 1/2 łyżki cukru pudru
opcjonalnie - cynamon do oprószenia
Serek i śmietanę wlewamy do misy i ubijamy na sztywno, pod koniec dodajemy cukier puder.
Na chłodne ciasto nakładamy krem i wyrównujemy szpatułką. Opcjonalnie dekorujemy prósząc cynamonem.
* Puree dyniowego można użyć gotowego z puszki (tak mówi przepis, nie wiem jednak czy coś takiego jest w Polsce dostępne), bądź ze świeżej dyni. W tym drugim przypadku najlepiej zaopatrzyć się w małą dynię, przekroić ją w pół, pozbawić pestek i wrzucić na blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia na 1- 1,5 godziny do piekarnika nastawionego na 170 stopni. Kładziemy ją przekrojoną częścią na papier. Sprawdzamy ją tak jak ziemniaki, czy widelec, bądź nóż wchodzi bez problemu. Po ostygnięciu, drążymy łyżką miąższ i wrzucamy do miski, blendujemy i puree gotowe. :)
Przepisy na kruche ciasto i dyniowe nadzienie podejrzałam na tych stronach.
A tak wyglądały zabiegi z dynią od kuchni:)
Subskrybuj:
Posty (Atom)